Zapewne padnie tu zasadnicze pytanie: Dlaczego, kolejna taka relacja? Hmm... Jak by to ująć? Długo zastanawiałem się, czy
powinienem ją umieścić tutaj. Przeważyła uwaga jednego z moich znajomych. Pojechałem do Kalwarii tylko z jednego powodu. W zeszłym roku, na
jesień, na dróżkach i w samej Kalwarii szalała wichura. (wszystko zobaczyć można na stronie
http://www.kalwaria.eu/Galeria.html,
środkowa kolumna, pozycja 23). Bardzo chciałem tam pojechać, ale nie było możliwości. Tego roku, postanowiłem pojechać i zobaczyć, jak to wszystko wygląda. Tym
bardziej, że jak pisałem, na jeden z moich ulubionych obiektów, upadło stojące obok drzewo. Wszystko byłoby proste, gdyby nie jeden fakt.
Wybrałem się tam,
( 17.08.2008 ), nie sam oczywiście, zapominając, o odbywających się tam uroczystościach odpustowych. Dojazd, do samej miejscowości Kalwaria,
to koszmar. Pod sam klasztor dojechać nie można było, bo zamknięto drogi. Zaparkowałem gdzieś na obrzeżach miasta i poszedłem piechotą.
Właściwie, to nie ma sensu się rozpisywać za bardzo. Odpust jak odpust. Kto był, ten wie, jak wygląda. A po wszystkich uroczystościach,
pomaszerowałem jedną z dróżek, wypatrując zniszczeń, jakich dokonała wichura. Niewiele pozostało po nich. Wszystko było już naprawione i połatane.
Drzewa, które najbardziej ucierpiały, zostały usunięte, a w ich miejsce posadzone nowe. Więc, zamiast pisać dalej, zapraszam do obejrzenia tego, co przygotowałem.
Dziękuję.
.