Kalwaria Zebrzydowska
Niedziela Palmowa







Znowu jestem w Kalwarii. ( 5.04.2009 ). A przyjechałem tu, bo chciałem zobaczyć jak wyglądają przedstawienia aktorskie związane ze Świętem Wielkiej Nocy. Nie mam możliwości uczestniczyć w okresie Wielkiego Tygodnia, to chociaż chciałem zobaczyć Niedzielę Palmową. Pojechałem tam właśnie i... O mały włos nie przegapiłem przedstawienia. Właściwie to część jednak przegapiłem. A było to tak. Przyjechałem przed południem, mając nadzieję, że wszystko odbędzie się właśnie w południe. A tu "zonk"*. Właściwe, to nawet nie dowiedziałem się, kiedy rozpoczyna się to przedstawienie, bo nie chciało mi się nawet popatrzyć na program. Więc nieco zawiedziony, że pewnie odbyło się to rankiem, poszedłem w kierunku drużek. Ponieważ drzewa nie miały liści, postanowiłem zobaczyć co też widać przez te właśnie drzewa. A można było dostrzec bardzo łatwo np. odległości pomiędzy poszczególnymi budynkami. No i też budzącą się do życia przyrodę. Kiedy byłem tu w lecie, brak wizualnego kontaktu z poszczególnymi "stacjami", dawały poczucie sporych odległości. Jednak gdy zabrakło liści, to natychmiast wszystkie odległości nagle stały się maleńkie.
Ale zacznijmy może od początku. Rutynowo było jak zawsze. Czyli, plac przed Bazyliką wyglądał tak.

 

Musiałem to pokazać, bo ludzi mniej niż podczas odpustu, a sama bazylika to centrum wszystkich uroczystości. Tak więc po przywitaniu się z gospodynią, chwilowym krzątaniu się tu i ówdzie, stwierdziłem to, co już pisałem, że już po wszystkiemu. Skoro tak się stało, to przejdę się, robiąc małą rundę po dróżkach. Poszedłem w kierunku Mostu Anielskiego na Cedronie, po drodze mijając parkingi. Oj, sporo aut było. A później to nawet ich jeszcze więcej było.


Najlepsze co mi się mogło trafić, to coraz większa cisza, z każdym robionym metrem. Ponieważ uznałem, że nie ma się już co spieszyć, szedłem tak wolno jak to było możliwe, oglądając wszystko dookoła bardzo dokładnie. I zauważyłem, że odległości pomiędzy poszczególnymi budowlami, nie są takie wielkie. To zarośnięte drzewa i krzewy zasłaniając teren, powodują odczucie wielkich odległości. Można to dokładnie prześledzić na przykładzie pierwszej fotografii poniżej.

 

A z Mostu Anielskiego, podreptałem w kierunku Koła Wniebowstąpienia. Jednak nie chciało mi się wchodzić pod górę. To zrezygnowałem. Zrobiłem jedynie to poniższe zdjęcie.


Idąc dalej, tuż przy zejściu do Mostu na Cedronie, w oddali zobaczyć można mój ulubiony obiekt. Czyli Betsaidę. Tak wtedy wyglądła z daleka oraz niewielkiego przybliżenia.

Teraz będę się powtarzał. Idąc dalej, tuż zza drzew, wyłonił się klasztor na górze, a obok widok na parking. Nawet nie myślałem, że aż tyle ludzi może przyjechać. No to zrobiłem to, co trzeba i pokazuję.


A po przejściu Mostu na Cedronie, docieramy do kolejnego obiektu, czyli Betsaidy.


No tak. Miałem się skupić na tym, co widać kiedy nie ma jeszcze zieleniny na drzewach. A ja tu pokazuję wszystko inne. No to, tak. Wchodząc na niewielkie wzniesienie tuż obok Betsaidy, możemy dokładnie zobaczyć np. centralnie widoczna góra Koło Wniebowstąpienia. Tak jak na poniższych fotkach.


No ale może znowu wrócimy do samej Betsaidy, gdyż, jak się okazało, była otwarta. No coś niesamowitego. Do tego, akurat trafiłem na "tłumy" ludzi, odwiedzające studnię. Chciałem zrobić zdjęcie sobie odbijającego się w wodzie, ale jak na złość, wszyscy wrzucali pieniądze do niej. Musiałem poczekać. Jak już sobie wszyscy poszli, obfociłem wszystko tak, jak widać na tych dwóch fotach.


Potem długą alejką idziemy sobie w dalszą część szlaku.


Zresztą co ja będę się rozpisywał. Popatrzcie na te foty. To tylko potwierdza moją tezę, że te odległości nie są jakieś takie wielkie.


Wreszcie dotarłem do miejsca, gdzie długim, stromym zejściem, dochodzi się do klasztoru. Gdy nagle usłyszałem krzyki dobiegające z głośników. Prawie zbiegłem z tej stromizny. Okazało się, że przedstawienie trwa sobie w najlepsze. No nie! Pomyślałem sobie. Znowu coś przegapiłem. Wmieszałem się w tłum, focąc wszystko dookoła.


Po zakończeniu uroczystości, wszyscy szybko rozpierzchli się po parkingach, a ja poszedłem jeszcze połazić po placu. Samochodów na drodze było mrowie. Po godzinie, nadal tkwiłem na parkingu. Nie można było kompletnie wyjechać. A wyglądało to tak.


Podsumowując. Wyjazd uznaję za udany. No może poza tym, że nie widziałem początku przedstawienia. Pogoda była wspaniała, a bardzo wolne chodzenie dróżkami sprawiło mi wielką przyjemność. To znaczy, że nie wolno się spieszyć. Chciałbym jeszcze zobaczyć całość, wraz z pozostałymi przedstawieniami Wielkiego Tygodnia. Byłoby to fajne zamknięcie cyklu o Kalwarii Zebrzydowskiej. Teraz czeka mnie Kalwaria, ale Pacławska. Tam właśnie mi się marzy pojechać. I to jeszcze tego roku.


Dziękuję za odwiedziny.

Wasz SSP.

* - zonk to postać z telewizyjnego show, który oznaczał: "tracisz wszystko"






.